O konieczności tworzenia obszarów chronionych dla ochrony rosyjskiej przyrody

Na kongresach, które organizowane są głównie po to by specjaliści konkretnych
dziedzin mogli spotykać się ze sobą, oraz w celach propagowania idei tak w kręgach
specjalistów jak i w szerszych kręgach społeczeństwa po to by prowadzić agitację wokół
konkretnego zagadnienia, mają prawo zaistnienia nie tylko takie wykłady, które prezentują
wyniki jakichś nowych badań, ale i takie, które mają na celu rzucenie światła na jakieś
konkretne zagadnie. Nawet jeśli jest to zagadnienie stare czy też choćby ogólnie znane,

ale
stale zapominane czy pozbawione uwagi pod kątem praktycznego jego wdrożenia.
Są takie zagadnienia, często bardzo ważne, które wprost i bezpośrednio nie dotykają
naszych interesów życiowych, a o których stale należy przypominać.
Do takich właśnie zagadnień należy problem prawa naturalnej przyrody do istnienia.
Być może takie sformułowanie „prawo do istnienia” brzmi nieco dziwnie, ale to właśnie tak a
nie inaczej chcę sformułować to zagadnienie.
Człowiek a przyroda w dawnych czasach
*
Czy pierwotna przyroda ma prawo do istnienia wśród i w czasie zwycięskiego
pochodu kultury ludzkiej? Wcześniej takie postawienie problemu nie było możliwe. Im dalej
w głąb wieków będziemy sięgać naszą myślą, tym wyraźniej zobaczymy, że przyroda była
wówczas pełnoprawną i silną. Były czasy, w których człowiek stawiał jedynie bojaźliwe i
mało efektywne kroczki wśród bujności otaczającej go pierwotnej natury. Kiedy człowiek stał
się zdolnym do tworzenia kultury, do gospodarowania zaczął energicznie przyrodę
eksploatować. Warto wspomnieć, że okres dawnej historii, do którego sięgają badania
historyczne, był okresem bujnego rozkwitu działalności rolniczej. Rolnictwo, sadownictwo,
ogrodnictwo, nie mówiąc już o hodowli, było bardzo wysoko rozwinięte w tym okresie
historii człowieka, poza który póki co nie mogą sięgnąć badania historyczne.
Jeśli sięgniemy do prehistorii, to zobaczymy tam człowieka, który jest i hodowcą,
który udomawia jedne gatunki i jednocześnie myśliwym, który bezwzględnie wybija inne, ale
i w jednym i w drugim przypadku zawsze pełni rolę tego, który walczy z pierwotną przyrodą.
Nie można nie zauważyć, że są autorzy, w tym słynny paleontolog Gustaw Steinmann, którzy
uważają, że niszczycielska rola człowieka prehistorycznego, nie bacząc na niedoskonałość
jego narzędzi i małą liczebność, była i tak bardzo wielka.
Nie skupiajmy się jednak na analizie krytycznej tego problemu, a popatrzmy raczej na
to jakimi danymi dysponujemy odnośnie rozwoju kultury na tych terenach, które są dziś
centrami rozwoju cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Okazuje się na przykład, że współczesna
środkowa i północna Francja oraz Belgia (dawna Galia) bardzo wcześnie zostały gęsto
zasiedlone i intensywnie zagospodarowane rolniczo.
Strabon, który zapożyczył informacje o Galii od jej znawcy, współczesnego
Juliuszowi Cezarowi, Posejdoniosa (128-45 przed Chrystusem) przytacza następujące,
wysoce interesujące fakty. W Galii w czasach Juliusza Cezara gęstość zaludnienia była tak
wysoka, że brakło ziemi nadającej się do uprawy, panował „głód ziemi”. W tym czasie
gęstość zaludnienia na terenie obecnej środkowej i południowej Francji wynosiła około 20
ludzi na wiorstę kwadratową, a we współczesnej Belgii wynosi ok. 23 ludzi na tę samą
jednostkę powierzchni. Warto podkreślić, że zbliżoną gęstość zaludnienia mamy dziś w
niektórych wołostach [najmniejsza jednostka podziału administracyjnego w carskiej Rosji,
odpowiednik gminy – przyp. tłumacza] guberni moskiewskiej, a ściślej w wołostach:
* Śródtytuły pochodzą od tłumacza.murinowskiej w wołokołamskim ujeździe, chotebcowskiej i wasylewskiej w ruzkim ujeździe,
gulniewskiej i mitińskiej w dmitrowskim ujeździe, aksenowskiej w bogrodzkim ujeździe,
woronowskiej w podolskim ujeździe i turowskiej w sierpuchowskim.
Przytoczone dane dotyczące gęstości zaludnienia Galii w czasach Juliusza Cezara
wydają mi się bardzo interesujące. Bez wątpienia gęstość zaludnienia może być uważana, za
jeden z głównych wskaźników stopnia oddziaływana człowieka na pierwotną przyrodę. I oto
widzimy, że Europa zachodnia już stosunkowo wcześnie została zasiedlona w takim stopniu,
w jakim dziś obserwuje się to w centralnej Rosji. O takich guberniach jak wołogodzka czy
archangielska i znaczna część Syberii nie warto nawet wspominać …
Według Pliniusza w Galii w czasach rzymskich kultura rolna stała na wysokim
poziomie. Stosowano wiele innowacji w uprawie ziemi, które dziś jeszcze nieznane są wielu
naszym rolnikom: margiel, popiół i wapno jako nawóz mineralny czy zmianowanie roślin
(trawy pastewne po zbożach). Są także wzmianki o wykorzystaniu nie tylko pługów i bron,
ale nawet „maszyn żniwnych”, które były w użyciu w ówczesnych wielkich gospodarstwach
(Galliarum latifundia).
Zrozumiałym jest, że w dawnych czasach nawet w krajach z tak rozwiniętą kultura jak
Galia obok zagospodarowanych terenów rosło znacznie więcej dzikich lasów niż obecnie.
Mimo wszystko jednak, mając świadomości jak dawno takie kraje zostały zagospodarowane,
powinniśmy zgodzić się z tym, że dziś pytanie o naturalną przyrodę jest w takich krajach
pytaniem jałowym.
Przyroda w ucywilizowanym świecie
Czytając u Wimmera jakim przekształceniom ulegała w dawnych czasach niemiecka
ziemia trudno uwierzyć w to, że mogło się tam zachować cokolwiek w stanie pierwotnym.
Ciekawym jest jednak fakt, że to właśnie tam w ostatnich czasach zrodził się silny ruch
stawiający sobie za cel ochronę „pomników przyrody”. Pod tym znaczeniem kryje się wielka
różnorodność. Chodzi tu nie tylko o ochronę lasu z jego typowymi mieszkańcami, ale i o
ochronę każdego elementu naturalnego krajobrazu, choćby ów element był drobny i mało
znaczący: strumień, skała, wielki głaz, stare drzewo. Wszystkie te obiekty są pomnikami
przyrody i o ich ochronę w naturalnym stanie rozlega się dziś energiczne wołanie.
Szczególnie żarliwym obrońcą „pomników przyrody” (Naturdenkmaler) jest Hugo Conwentz
(Н. Conwentz: Die Gefahrdunq der Naturdenkmaler und Vorschlage zu ihrer Ernaltung.
Berlin. 1905. H.Conwentz. Schutz der naturlichen andschaft, vornehmlich in Bayern. Berlin.
1907). Trzeba podkreślić, że w 1907 r. idea znalazła swój praktyczny wyraz w
prawodawstwie dotyczącym geodezji. Podczas mojego pobytu w Niemczech w 1907 r.
miałem okazję przeczytać, że w aktach prawnych (zdaje się w Prusach) zapisano aby podczas
prac ziemnych zwracać uwagę na ochronę krajobrazu w jego naturalnym stanie. Zapisano
nawet takie drobne, ale konkretne działania jak: zakaz przewracania bez pilnej potrzeby
olbrzymich głazów, zakaz wyrębu grup drzew czy zmiany naturalnego biegu strumieni itp.
Człowieka kulturalnego ogarnęła straszna myśl, że przyroda ucieka od niego nie odwołalnie,
ucieka by nigdy już nie powrócić.
Wokół wielkich miast a nawet w ich wnętrzu urządza się chronione zakątki – ostatnie
ostoje ginącej „przyrody”. W londyńskim Hyde Parku znajduje się wielkie jezioro, na którym
można zobaczyć dzikie kaczki i łyski. Dla tego by mogły zakładać gniazda stworzono dla
nich ogrodzoną drutem kolczastym wysepkę. Dziwny jest widok pływających i latających
dzikich ptaków w mieście zamieszkałym przez miliony mieszkańców. W okolicach Berlina
znajduje się chroniony las Grunwald, w którym Niemcy starają się chronić w możliwie nie
przekształconym stanie swoją północnogermańską przyrodę. Znajdują się tam m.in. obszary,
na których doskonale widać ślady okresu lodowcowego. Las jest jednak odwiedzany przez
wielu ludzi i widać tam ogromne skutki wydeptywania. Jednak nie wprowadza się tam żadnejzabudowy, nie wyrębuje się nowych przesiek a niektóre fragmenty ogrodzone drutem
kolczastym są zupełnie niedostępne dla ludzi i służą za miejsca gniazdowania ptaków.
W Ameryce szeroko rozpowszechnione są obszary chronione pod nazwą Reservation.
Jeden z takich obszarów (Blue Hill) widziałem koło Bostonu. To przepiękny las, który ludzie
mogą zwiedzać, a w którym zupełnie nie ma zabudowy i obowiązuje ścisły zakaz polowań.
Ten właśnie zakaz zabudowy w naturalnym lesie to jest bardzo ważny środek ochrony, o
którym zupełnie się u nas nie myśli składając wszystkie bez wyjątku lasy naturalne „w
ofierze” daczom. Wstyd było patrzeć jak zeszpecono Izmajłowski Zwierzyniec pod Moskwą
zamieniając go w osiedle dacz podobnie jak i wspaniały Łosiowy Ostrów – ostatni
podmoskiewski las, który był nieprzekształcony. Zakaz polowania u nas także istnieje tylko
na papierze, zaś polowanie na obszarach gdzie jest ono zabronione, jest najzwyczajniejszym
zjawiskiem w naszej rzeczywistości. Dlatego też u nas nawet nie myśli się o tym, żeby wokół
stolicy albo innego wielkiego miasta ustanowić las chroniony w prawdziwym tego słowa
znaczeniu, tak jak to się robi w innych krajach. U nas oficjalnie za las „chroniony” uważa się
Łosiowy Ostrów, który faktycznie został już zamieniony w osiedle dacz.
Brak troski o obszary chronione u nas w Rosji jest szczególnie żenujący jeśli
uświadomimy sobie fakt, że w naszym kraju nie jest jeszcze za późno aby dla potrzeb
ochrony zająć obszary o prawie pierwotnej przyrodzie, których to obszarów w Europie
Zachodniej już praktycznie nie ma. To co jest tam chronione jest nieporównywalnie mniej
cenne od tego, co moglibyśmy chronić u nas. W krajach o starej, długotrwałej cywilizacji,
takich jak Anglia, Francja czy Niemcy, przyroda zbyt długo podległa wpływom człowieka. W
pewnym okresie ten wpływ miał charakter katastrofalny i drapieżny, charakterystyczny dla
stadium kultury prymitywnej. Podobnie drapieżny stosunek do przyrody widzimy obecnie w
Rosji, która pod wieloma względami znajduje się jeszcze w tym właśnie prymitywnym
stadium kultury. Ta pierwotność kultury wyraża się tym, że przy niewielkim u nas
zaludnieniu ciągle słyszmy skargi na brak ziemi do uprawy, przy nieurodzaju – skargi na to,
że ziemia jałowieje albo na inne niedogodności gospodarki rolnej, narzekanie na to, że lasy są
pozbawione zwierzyny a wody – ryb. W Niemczech, w kraju, w którym kultura stoi na
wyższym poziomie, przy znacznie większej gęstości zaludnienia, nikt nie narzeka na brak
ziemi, a na odwrót – brak jest rąk do pracy na roli, bo inne atrakcyjniejsze prace odciągają
ludzi od pracy w rolnictwie. W Niemczech usłyszymy o dochodowości gospodarki rolnej, o
tym, że mimo znacznego urodzaju dobrze nawożona ziemia nie wyjaławia się zaś ryb w
rzekach i zwierząt w lasach przybywa (Ludwiq Dach. Der Wildpfleqer als Landwirth).
Żaden kraj nie może dłużej, niż tylko przez pewien okres, trwać w stanie kultury
prymitywnej, nie może nie wdrażać i nie stosować w praktyce wiedzy naukowej. Przy stale
zwiększającej się liczbie ludności i ciągłym pozostawaniu na etapie prymitywnej gospodarki
rolnej ludność powinna albo wymrzeć z głody, albo emigrować do innych krajów, albo wziąć
się wreszcie za racjonalne korzystanie z zasobów przyrodniczych. Jeśli zaczyna się
realizować ten ostatni scenariusz, wówczas kończy się okres „pustynnienia i zubożania” kraju
a zaczyna się wzrost jego bogactwa. Jałowe piaski Prus i Hanoweru zamieniane są stopniowo
albo w nasadzany las albo w bujne pola, co miałem okazję osobiście zobaczyć podczas mojej
podróży po Luneburqer Heine w 1907 r. Zadziwiający jest fakt zwiększania się powierzchni
leśnej w północnych Niemczech. Jednak dzieje się tak dlatego, że rosnące tu wcześniej na
piaskach wrzosowiska – heide – stopniowo obsadza się sosną. Takie przekształcenie
prowadzi do zaniku jednego z dawnych zawodów – pszczelarstwa, które uprawiane tu było w
oparciu wrzos, ale nie można zatrzymać tego procesu zalesiania wrzosowisk, bo las jest tutaj
właściwszy. Nawet otwarte wydmy piaszczyste są zalesiane, do tego celu najbardziej
odpowiednie są niektóre gatunki sosen: Pinus pumilio, Pinus muqhus i Pinus uncinata. Prócz
piasków także wiele innych jałowych ziem jest zagospodarowywanych. Osuszane są
torfowiska, spuszczana jest zanieczyszczona woda ze zbiorników, zagospodarowuje siękamienne zbocza i brzegi rzek i w ten sposób tworzy się sztuczne pastwiska tak dla bydła jak
i dla dzikich zwierząt.
W ciekawej książce Ludwiga Dacha pt.: „Der Wildptleqer als Landwirth” („Myśliwy
jako gospodarz”) opisane są dość oryginalne przykłady tego, jak lokalne sposoby
zagospodarowania sprzyjają poprawie warunków życia wielu gatunków zwierząt. Sarny,
zające i kuropatwy korzystają na uprawie roli. Według niemieckich naukowców zajmujących
się myślistwem okazuje się, że dla tych gatunków zimna, surowa, dzika gleba jest znacznie
gorsza od gleby ciepłej, suchej i porośniętej gatunkami roślin, którymi mogą się żywić.
Zauważono, że nawet zastosowanie nawozów mineralnych w uprawie roli, polepszyło także
warunki życia niemieckich saren, zajęcy i kuropatw.
Nie można nie wspomnieć o jeszcze jednej zależności między zmianą niektórych form
użytkowania ziemi a polepszeniem się warunków życia dzikich zwierząt. Zmniejszenie
powierzchni pastwisk związane z brakiem ziemi, oraz przejście do hodowli bydła w
zamknięciu polepszyło stan niewielkich jeziorek, stawów, rzeczek i strumieni. Zamiast
wydeptanych, ogołoconych z roślinności i zanieczyszczonych odchodami brzegów mały
zbiorników wodnych (takie obrazki znane są każdemu z nas), na których nie może
gniazdować żaden ptak, w Niemczech, wśród pól ornych i łąk rozrzuconych jest mnóstwo
zacisznych oczek wodnych, porosłych sitowiem i inną roślinnością, która daje schronienie
ptakom wodnym.
Miejscowa ludność także im nie przeszkadza, dlatego, że wiele gatunków ptaków nie
boi się ludzi a boi się wytępienia. Najbardziej jaskrawym przykładem niech posłuży mnogość
dzikich kaczek w Berlinie. W ciągu ostatnich lat, a zwłaszcza w mijającym 1908 r. można
było zobaczyć mnóstwo dzikich kaczek nie tylko na kanałach i stawach parku Tiergarten ale i
na samej Sprewie. Kaczki nie bały się ani tramwajów, ani samochodów, ani szumu i zgiełku
miasta zamieszkałego przez ponad milion ludzi.
Jeśli przeczytamy klasyczną pracę Johanna Naumanna o ptakach Europy środkowej
(Naumann. Naturqeschichte der Voqel Mitteleuropas) to zobaczymy, że wiele gatunków
ptaków w ogóle nie boi się sąsiedztwa człowieka zasiedlając miejskie i wiejskie stawy, sady i
ogrody. Krzyżówki, świstuny i czernice, samotniki, krwawodzioby, brodźce śniade,
kwokacze, nie unikają brzegów wiejskich stawów, trzymając się niekiedy niemal w
sąsiedztwie domów, oczywiście tylko wtedy, kiedy ludzie, widząc ptaka nie stawiają sobie za
cel zabić go albo nękać póki ten nie odleci.
Ptaki wodne są oczywiście znacznie bardziej płochliwe niż wróblowate. Jeśli
weźmiemy pod uwagę takie gatunki jak: świstunki, pokrzewki, muchołówki, trzciniaki,
strzyżyki, sikorki, drozdy to zobaczymy, że dla wielu z nich sady i ogrody są nie tylko
wygodnym, ale wręcz ulubionym miejscem występowania. Przy czym nie tylko ogrody
wiejskie ale także miejskie i to nawet w tak wielkich miastach jak Berlin.
Stąd też bliskość człowieka i zagospodarowanie terenu same w sobie nie są
przeszkodami dla rozwoju życia zwierząt, ale jaki jest skład fauny żyjącej w takich
warunkach – to już zupełnie inna sprawa.
Niemieckie ogrody, parki, lasy i łąki nie wyglądają wcale jak pustynie pozbawione
życia. Przeciwnie, w niektórych miejscach to życie aż kipi nie bacząc na to, że teren jest gęsto
zasiedlony przez ludzi. Ale życie to jest oczywiście dalekie od pierwotności. Tylko niektóre,
określone gatunki dobrze współistnieją w warunkach kulturowych, inne od nich uciekają. I
jeśli nie podejmiemy odpowiednich środków dla ochrony pierwotnej przyrody, tak fauny jak i
flory, to ona zniknie bez śladu. Zaś przekształcona przez kulturę przyroda, która zajmie
miejsce tej pierwotnej, będzie nas jedynie okłamywać swym jednostronnym bogactwem
tuszując obraz tego co wymarło.
Wyobraźcie sobie, że w lesie mający wcześniej charakter pierwotny, przecięto
przesieki i wybudowano domy. Na tych wycinkach utworzono bogate nasadzenia, wielekwitnących krzewów, żywopłoty, wiele takich drzew, których wcześniej tym lesie nie było.
Wszystko to rozrosło się bujnie i służy za schronienie licznym ptakom. W lesie tym
zabronione są polowania i zakaz ten jest przestrzegany. Szereg drapieżników zostaje tu i
zakłada gniazda, gniazdują tu nawet czaple, są wiewiórki, zające a nawet lisy i borsuki, które
łatwo aklimatyzują się nawet w dość penetrowanych przez człowieka miejscach. Widzimy
zatem bardzo bogaty obraz życia zwierząt (za realny przykład takiego „obrazka” może
posłużyć Izmajłowski Zwierzyniec pod Moskwą) . Ale trzeba jednak przypomnieć, że uciekły
z tego lasu łosie, a jeszcze wcześniej, na długo przed tym kiedy wybudowano tutaj domy
wystrzelano wszystkie wilki, a jeszcze wcześniej – niedźwiedzie. Należy też przypomnieć, że
jeszcze niedawno gnieździł się tu, obecnie już wymarły, jarząbek, a jeszcze wcześniej
głuszec. Nie będziemy się zatem okłamywać, że mimo tego, że w lesie pojawiły się
zabudowania, ostała się w nim jeszcze prawdziwa leśna fauna.
Obszary nietkniętej przyrody
Aby mieć możliwość badania przyrody powinniśmy starać się ochronić ją w jej
pierwotnej nietykalności w postaci jej najbardziej typowych formacji. Oczywiście przede
wszystkim trzeba starać się ochraniać dziewiczy step i pierwotne lasy typu tajgowego. Jaki
jest cel ochrony takich nietkniętych przez człowieka obszarów? Przede wszystkim jest to cel
czysto naukowy, a dalej oczywiście także praktyczny, ponieważ tylko naukowe zbadanie
przyrody daje nam silne podstawy dla działań praktycznych. Przypomnijmy, że działalność
rolnicza jest ze swej natury niczym innym jak tylko nauką stosowaną. Jeżeli zatem badanie
przyrody jest jednym z naszych podstawowych zadań, to powinniśmy też pomyśleć o tym,
aby tę przyrodę ochronić choćby w pewnych miejscach w całej swej naturalnej nietykalności.
Jeśli się o to nie postaramy, to zakres naszych przyszłych badań znacznie się skurczy i wiele
zagadnień pozostanie nie zbadanych na zawsze, jak na przykład nie zbadanym został tarpan,
który żył jeszcze „na oczach” wielu przyrodników, ale którego też i nie zdążyli oni zbadać
zanim wymarł. Mając przed sobą jako przedmiot badań przyrodę, która najpierw została
zamieniona w pustynię, a następnie odrodziła się już inna przy pomocy człowieka i
jednocześnie nie mając dla porównania ani kawałka przyrody w mniej więcej pierwotnym
stanie, nie będziemy mogli rozwiązać szeregu ciekawych zagadek, jakie stawia przed nami
świat zwierząt i roślin.
Obszary przeznaczone do tego aby zachować wzorce pierwotnej przyrody powinny
być dość duże powierzchniowo, tak aby wpływ sąsiadujących z nimi obszarów
zagospodarowanych nie oddziaływał na nie, a jeśli to tylko na obrzeżach takiego terenu.
Obszary takie powinny być chronione w najsurowszym tego słowa znaczeniu. W odniesieniu
do fauny powinny tam być zabronione wszelkie polowania i połów wszelkich zwierząt, z
wyjątkiem tych przypadków, kiedy konieczne jest to dla prowadzenia badań naukowych.
Wszelkie działania, które mogą zakłócić naturalne warunki walki o byt są tutaj
niedopuszczalne.
W gospodarstwach łowieckich, w specjalnie urządzonych lasach praktykuje się np.
tępienie drapieżników w celu zwiększenia ilości zwierzyny łownej. Tym sposobem osiąga się
wzrost liczebności niektórych gatunków a sam las przekształca się w hodowle zajęcy,
cietrzewi itp. To jest doskonały przykład gospodarstwa łowieckiego, ale to nie będzie
przykład chronionego lasu w takim znaczeniu, jakie nas interesuje. My potrzebujemy nie
wielkiej obfitości zajęcy, która jest skutkiem wytępienia lisów i zakazu polowań, a takiej
ilości zajęcy, która w naturalny sposób zachowa się na tym terenie przy stałej obecności i
normalnej liczebności lisa i innych naturalnych wrogów zająca, z wyjątkiem człowieka.
Oczywiście równolegle z obszarami pozostawionymi samym sobie, gdzie następuje
spontaniczne i naturalne zachodzenie procesów mogą funkcjonować także obszary chronioneinnego rodzaju, tworzone w celu rozmnożenia zwierząt łownych gdzie dopuszcza się jakieś
działania regulacyjne. Ale to nie powinno w żaden sposób umniejszać potrzeby posiadania
obszarów chronionych w najbardziej surowym znaczeniu tego słowa, na których nie byłoby
żadnej ludzkiej ingerencji i gdzie można by badać naturalne warunki życia.
W odniesieniu do flory koniecznym jest zniesienie wyrębywania przecinek leśnych,
cięć sanitarnych, a nawet koszenia traw, a już z całą pewnością wszelkich zasiewów i
nasadzeń. Nie trzeba niczego eliminować, niczego dodawać, niczego ulepszać. Trzeba
pozostawić przyrodę samą sobie i obserwować efekty.
Obszary chronione mają ogromne znaczenie naukowe, dlatego tworzenie ich powinno
być przede wszystkim zadaniem państwa. Oczywiście mogą również powstawać z inicjatywy
społecznej czy nawet prywatnej, ale to państwo powinno tutaj dawać przykład. Ilość ziem
państwowych jest ogromna a wiele z nich przynosi bardzo niski dochód na skutek tego, że
położone są na terenach mało, albo w ogóle nie zamieszkałych, niedostępnych. Z całą
pewnością są i takie ziemie państwowe, na których w skutek uwarunkowań tam panujących
nie prowadzi się żadnej działalności gospodarczej stąd przekształcenie takich obszarów w
chronione nie spowoduje żadnych zmian we własności państwowej. Głuche, niedostępne,
nieeksploatowane grunty państwowe ze swej natury doskonale pasują do tego by
przekształcić je w obszary chronione, ponieważ i do tej pory w znikomym stopniu podlegały
wpływowi człowieka.
Ale nie wystarczy powiedzieć, że jakiś obszar jest chronionym, trzeba jeszcze podjąć
starania aby posiadał właściwości by istotnie można go było takim nazywać. Trzeba
pomyśleć o tym, aby obszar chroniony był położony miedzy innymi terenami tak, by wokół
niego istniała możliwie najszersza strefa niezamieszkała przez ludzi. I tak np. w dużym
kompleksie leśnym, położonym na obszarze bezludnym, obszar chroniony należy tworzyć nie
na jego skraju a w centrum. W takiej sytuacji kiedy pojawią się nowe siedliska ludzkie,
powstaną one siłą rzeczy na skraju lasu i w ten sposób obszar chroniony w jego centrum
będzie oddzielony od tego zamieszkałego miejsca szeroką strefą zwyczajnego lasu.
Oprócz troski o izolację obszaru poprzez właściwe jego umiejscowienie koniecznie
należy też pomyśleć o jego surowej ochronie przed ludźmi. Polowania na jakiekolwiek
gatunki powinny być surowo zabronione, jedyne wyjątki można zrobić dla czysto naukowych
celów. Przy czym pozwolenie na pozyskiwanie osobników do kolekcji naukowych z
obszarów chronionych powinno być obwarowane zupełnie innymi wymogami niż pozwolenia
do pozyskiwania osobników do zwyczajnych kolekcji naukowych. Uważam, że na zbieranie
eksponatów na obszarach chronionych powinno się pozwalać tylko tym uczonym, którym
zebrana kolekcja posłuży bezpośrednio do przygotowania kolejnej pracy naukowej. Zbiór
jagód i grzybów nie powinien być dopuszczony na takich obszarach. W miarę możliwości
należy także zakazać przejeżdżania i przechodzenia po takim chronionym obszarze, co nie
powinno być trudne w realizacji zważywszy na ich położenie w odludnych, głuchych
miejscach.
Sądzę, że idea obszarów chronionych jest na tyle ważna, że państwo powinno zadbać
o jej realizację. Nie możemy w pełni zrozumieć otaczającej nas przyrody, jeśli będziemy ją
badać w warunkach ciągłej i stale rosnącej presji ludzkiej na nią. Pełne zrozumienie przyrody
jest jednym z podstawowych zadań ludzkiego rozumu, i w oparciu o nie ludzkość może
budować swój postęp intelektualny i dobrobyt materialny. Dlatego uważam za w pełni
uzasadnione podjęcie tematyki obszarów chronionych na Wszechrosyjskim Kongresie
Aklimatyzacyjnym, tj. na zjeździe specjalistów nauk stosowanych. Wnioskuję także by
Kongres przyjął stosowną uchwałę dotyczącą tej problematyki.
Opublikowano: „Труды Всероссийского юбилейного аклиматизационного съезда”, 1908г. в Москве, 1909,
М. вып.1, Prace Wszechrosyjskiego Jubileuszowego Zjazdu Aklimatyzacyjnego,1908r., w Moskwie, 1909, nr 1.Grigorij A. Kożewnikow
Tłumaczenie:
Krzysztof Wojciechowski
Opisy do foto:
Grigorij Aleksandrowicz Kożewnikow, fot. Muzeum Zoologiczne Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego
im. M.W. Łomonosowa
Bagna poleskie, mal. Iwan Szyszkin, 1890 r.
Leśne cmentarzysko, mal. Iwan Szyszkin
Łoś syberyjski, mal. Konstantin Florow, 1938 r.
Na dzikiej północy, mal. Iwan Szyszkin
Uroczysko dębowe, mal. Iwan Szyszkin
Wilcze wesele, mal. Aleksiej Komarow
Zimowy zachód w świerczynie, mal. Julius von Klemer, 1889 r

13.07.2014   Рубрики: Идем в Европу-строим заповедность, Новости