Idea ochrony absolutnej w pracach amerykańskich ekofilozofów

Drugim krajem, obok Rosji, w którym samodzielnie i niezależnie od Rosji wysunięto
ideę ochrony absolutnej były Stany Zjednoczone Ameryki. Przy czym, o ile w Rosji (ZSRR)
idea ta był sformułowana i opracowana przez naukowców ekologów, to w USA zrobili to w
pierwszej kolejności ekofilozofowie. Oni jako pierwsi zwrócili uwagę na takie najważniejsze
wartości przyrody jak wolność, wola, dzikość i autonomia, bez których dzika przyroda
zmienia się w przyrodę „oswojoną”, zarządzaną.
Szacunek dla prawa przyrody do wolności i dzikości sięga jeszcze do czasu życia ojca
amerykańskiej ekofilozofii Henrego Thoreau i twórcy amerykańskiej ochrony przyrody,
pisarza i ekofilozofa Johna Muira [7].
Idea ochrony wolności jako najważniejszej wartości dzikiej przyrody narodziła się
praktycznie jednocześnie w dwóch bardzo od siebie odległych krajach – Rosji i USA. W
pierwszej dekadzie XX wieku rosyjski pionier ochrony przyrody, zoolog, profesor A.P.
Siemionow Tjan-Szanski (syn znanego rosyjskiego podróżnika) zaznaczył, że „wolność jest
potrzebna dzikiej przyrodzie, tak jak jest ona konieczna także ludziom” [8]. Wespół ze swoim
kolegą, innym znanym rosyjskim pionierem ochrony przyrody, profesorem zoologii G.A.
Kożewnikowem, mówił, że takim miejscem, które zabezpiecza wolność ocalałym
fragmentom dzikiej przyrody powinna być nowa forma obszarowej ochrony przyrody –
zapowiednik.
Pojęcie „dzika przyroda” jest ściśle związane z wolnością i niezależnością. Według
jednej z definicji „dzika przyroda” to samoregulujące się, samorozwijające się, niezależne
środowisko życia dzikich zwierząt i roślin. To miejsce, które zachowało się w znacznym
stopniu nie zmienione przez człowieka i nie zarządzane przez niego. Znajdujące się w stanie
wolnym, samookreślającym się, samoregulującym się i niekontrolowanym.
Dzika przyroda istnieje sama przez się i sama dla siebie.
Pojęcie „dzika przyroda” pochodzi z języka staroceltyckiego i oznacza „niezależne,
samowystarczalne ziemie”. Nie mogą być one oswojone, zasiedlone. Są wolne od wszelkiej
ludzkiej kolonizacji.
Dzika przyroda, z definicji powinna być dzika i wolna. To jest jej główna cecha
fizyczna. Samo pojęcie „dzika”, jak napisał Henry Snyder, ma w sobie podtekst znaczeniowy
– bezład i łamanie zasad [5]. Bowiem każde uporządkowanie pozbawia prawa do wolności.
Dzika przyroda – to ziemia posiadająca własną wolę.

Bez wolności nie może być dzikiej przyrody, z definicji. Wolność dzikiej przyrody to
jej funkcjonowanie w stanie naturalnym, nieudomowionym, niezagospodarowanym, nie
ucywilizowanym, nieposłusznym, nie ugrzecznionym, szorstkim, wybujałym, dzikim,
pozbawionym zasad, gwałtownie niespokojnym. Wolność dzikiej przyrody jest
nierozerwalnie związana z dzikością. Dzikość rozumiana jest jako proces i esencja przyrody,
jakość gatunków, istot żywych, ekosystemów, określające stopień niezależności od kontroli
człowieka, tak w czasach historycznych jak i obecnych.
Podsumowując, można na zakończenie napisać, że wolność dzikiej przyrody to:
1. Brak zewnętrznego przymusu, kontroli i ograniczeń nakładanych przez człowieka na
dziką przyrodę.
2. Możliwość funkcjonowania dzikiej przyrody zgodnie z jej wolną wolą, bez
jakichkolwiek ograniczeń ustanowionych przez człowieka.
3. Zdolność dzikiej przyrody do działania zgodnie ze swoimi interesami i celami,
wolność wyboru, możliwość postąpienia tak jak chce.
4. Obrona jej przed tyranią człowieka.
5. Możliwość do korzystania z własnych praw przez dziką przyrodę.6. Spontaniczna aktywność dzikiej przyrody – to aktywna, twórcza praca, wolność
dzikiej przyrody do działania, określa to łacińskie słowo „sponte” – sam dla siebie, na
własną rękę, według własnego zamiaru [6].
Utrata wolności zmniejsza, ogranicza zdolności twórcze przyrody.
Podobnie jak rosyjscy pionierzy ochrony przyrody, amerykańscy filozofowie również
kładli nacisk na nie ingerowanie w dziką przyrodę, potrzebę pełnej nietykalności chronionych
fragmentów przyrody, które traktowali jako miejsca święte. Słynny współczesny ekofilozof,
pisarz i poeta Gary Snyder w swoim eseju „Dobre, dzikie, święte” przytacza szintoistyczne
przykazanie dotyczące ochrony świętych zakątków dzikiej przyrody: „Nigdy niczego nie
wycinajcie, nigdy niczego nie budujcie, nie potwierdzajcie, nigdy nie wyjaśniajcie, nie
dowiadujcie się niczego w świętych, naturalnych miejscach, starając się dotrzeć do prawdy
naukowej. I z tej samej przyczyny nie demontujcie, nie deformujcie niczego. Nie polujcie, nie
łówcie ryb, nie przecinajcie lasu, nie wypalajcie, ale też i nie gaście tego co płonie.” [30].
Jako przykłady do naśladowania, kulturolog i ekofilozof J. Vest przytacza ścisły reżim
ochrony świętych gajów – chronionych zakątków u dawnych ludów indoeuropejskich: „Takie
święte miejsca przyrodnicze były dziką przyrodą w najgłębszym sensie, napełnione były siłą
wolicjonalną, były miejscami pełnymi mocy i ducha, nie poddającymi się kontroli.” [40].
J. Vest pisze, że dzika przyroda czczona była przez liczne pogańskie ludy, przede
wszystkim Celtów. Traktowali oni dziką przyrodę „jako świętą przestrzeń, wolną od ludzkiej
zdrady”, „Święte gaje istniały w stanie dzikim, rządząc się własnymi prawami i własną wolą,
przez nikogo nie kontrolowane. W ten sposób przejawiała się wola ziemi, jej duch” [41].
Dawne narody traktowały dziką przyrodę jako „ziemię posiadającą własną wolę” lub
„miejsce posiadające własną wolę”, z naciskiem na jej wewnętrzną ekspresję, formę
przejawienia owej woli. Dzikie zwierzęta są „zwierzętami posiadającymi własną wolę”,
nieudomowionymi – w ten sam sposób dzika ziemia jest „ziemią posiadającą własną wolę”.
Indoeuropejski kult przyrody świadczy o tradycji świętych gajów – dzika przyroda, w
głębszym znaczeniu, obdarzona jest siłą woli i duchem.
Istotnie większość świętych uroczysk było nieokiełznanych, wolnych od sztucznych
modyfikacji i manipulacji, były miejscami, w których dzika przyroda przejawiała swoją
wolną wolę.
Z reguły jednymi z przeciwników idei ochrony absolutnej byli liczni biolodzy-regulatorzy
(niektórzy naukowcy zajmujący się łowiectwem, leśnictwem, zoolodzy, botanicy), którzy
wprowadzili do ochrony przyrody przeniesione z myślistwa, leśnictwa czy gospodarki
pastwiskowej praktyki działań czynnych (zabiegów regulacyjnych). Współczesny
amerykański ekofilozof Jack Turner pisze w związku z tym: „Jeśli ta ingerencja już się
zaczęła, to nie skończy się nigdy, rozwija się spiralnie w coraz to większą i większą ludzką
ingerencję czyniąc dziką przyrodę coraz bardziej przewidywalną, zarządzaną, regulowaną i
kontrolowaną, czyli oswojoną. Skrawek po skrawku, krok po kroku, zwierzę po zwierzęciu,
pożar za pożarem zmniejszamy dzikość naszej dzikiej przyrody”.
Turner pisze dalej: „Nie możemy chronić dzikiej przyrody jak chroni się truskawkę –
usmażoną i zamkniętą do słoika. Chronić dziką przyrodę znaczy chronić jej autonomię i
wolność” [37].
W ślad za G.A. Kożewnikowem J. Turner powtarza wszystko to, co stało się klasyczną
formułą ochrony absolutnej: „Dlaczego by nie wydzielić dużych powierzchniowo terenów
dzikiej przyrody, na których ograniczone byłyby wszelkie formy ludzkiej ingerencji: żadnych
strategii ochrony przyrody, żadnych planów i projektów związanych z dziką przyrodą,
żadnych dróg, szlaków, zdjęć satelitarnych, żadnych lotów helikopterem nad tym terenem,
żadnych nowoczesnych środków łączności, fotografii, danych GIS, baz danych pełnych
informacji o położeniu każdego szczytu i wzniesienia, żadnych przewodników, map
topograficznych. Niech ostanie się tam środowisko przyrodnicze takie, jak jest, które możemychronić a dzięki temu będziemy mogli powrócić do naturalnego porządku. Niech obszary
dzikiej przyrody na powrót staną się białymi plamami na naszych mapach” [37].
W swojej książce „Dzikość i dzika przyroda” J. Turner podtrzymuje koncepcję
ochrony absolutnej, bazującej nie na kontroli nad dziką przyrodą, a na ochronie jej wolności,
naturalności, chaosu i zmienności.
Dzikość, autonomia, wolność są głównymi wartościami dzikiej przyrody, uważa kolejny
współczesny, amerykański ekofilozof Holmes Rolston III: „Podoba się nam naturalne
przemieszanie konsekwentności i wolności; gdzie słowo ‘dziki’ współbrzmi ze słowem
‘wolny’, gdzie swobodną może być dzika rzeka i jastrząb na niebie (…) Dzika przyroda
posiada autonomię, której nie posiada to co sztuczne. I my powinniśmy pozostawić jej
możliwość do tego by zmierzała swoim szlakiem, zostawić ją w spokoju…”[27].
Ekofilozof ten proponuje przyjąć „Deklarację wolności dzikiej przyrody, która się
zachowała” (coś w rodzaju aktu wyzwolenia czarnych niewolników podpisanego przez
prezydenta USA A. Lincolna w 1863 r.)
Za jedną z najważniejszych wartości dzikiej przyrody Holmes Rolston III uznaje stabilność
i spontaniczność [27]. „Wartości stanowiące o sile dzikiej przyrody stoją w sprzeczności z
wartościami logicznymi i empirycznymi, i nie mogą być one ulepszane poprzez rozmyślne
ludzkie zarządzanie dlatego, że zarządzanie, to pojęcie sprzeczne z dziką przyrodą (…) Dzika
przyroda jest tym, co rozwija się samodzielnie i nie potrzebuje żadnych ‘podpowiedzi’ z
zewnątrz.” [26].
W swojej pracy o Parku Narodowym Yellowstone „Biologia i filozofia w Yellowstone”
opisuje problemy wymuszonej przez człowieka ingerencji w przyrodę obszarów chronionych.
Według niego „Odbudowanie populacji wilków jako drapieżników będzie procesem o wiele
bardziej naturalnym niż wystrzelanie łosi przez snajperów” [28].
Zdaniem Dave Foremana, słynnego współczesnego amerykańskiego ekologa, ekofilozofa,
działacza ochrony przyrody i twórcy radykalnej organizacji „Ziemia Przede Wszystkim!”,
dzika przyroda to ziemia posiadająca własną wolę. Dlatego człowiek nie ma prawa narzucać
jej swojej woli [8]. Amerykański ekofilozof analizuje współczesną praktykę zarządzania w
amerykańskich parkach narodowych i innych obszarach chronionych w USA, na których,
według założeń, przyrodzie powinna być pozostawiona wolność, by mogła swobodnie
funkcjonować, samookreślić się. Alarmuje: „Wszystko wygląda jednak tak, że nie pozwala
się na samookreślenie przyrody nawet w legalnie, prawnie powołanych rezerwatach dzikiej
przyrody. Dzika przyroda jest tam ograniczana oficjalnymi zasadami funkcjonowania tych
rezerwatów. (…) Uważam, że zapowiedniki dzikiej przyrody są dla niej jak więzienia (…).
Rezerwaty dzikiej przyrody nie są tymi miejscami, gdzie przyroda może funkcjonować bez
kontroli, nawet jeśli wprowadzono tam pewne ograniczenia dla ludzi, jak to jest np. w
niektórych zakładach karnych. Rezerwaty nie są tymi terytoriami wolności, na których
pozwolono na ‘anarchię’, gdzie przyroda faktycznie jest wolną. Jest zupełnie inaczej. Prawo
jest surowe. A jako, że rezerwaty zostały powołane do istnienia na mocy prawa, to również na
mocy prawa mogą być też zlikwidowane. Ryzyko ich likwidacji istnieje cały czas. Podobnie
jak konkretny ‘więzień’, dajmy na to jakiś grzyb, może być zamknięty w rezerwacie na mocy
prawa, może być także wytępiony na mocy tego samego prawa i to nawet w granicach
rezerwatu.” [1].
Pod pojęciem prawa należy rozumieć różne resortowe instrukcje, wytyczne, pozwalające
na prowadzenie w zapowiednikach „regulowania” liczebności „szkodników”, gaszenie
naturalnych pożarów, rębnie sanitarne, sianokosy itp.
Właśnie przeciwko takim działaniom mającym na celu zarządzanie dziką przyrodą
zapowiednika występowali z kategorycznym sprzeciwem amerykańscy i rosyjscy twórcy idei
ochrony absolutnej.F.R. Sztilmark pisał: „Najważniejszym jest, by zostawić zapowiednik i całą jego chronioną
przyrodę w spokoju, nie niepokoić się o nią, nie martwić się, że wyginą tam dziki na skutek
przegęszczenia populacji czy braku pokarmu, że kruki wyniszczą pisklęta czapli, że rozmnożą
się łosie, które zjedzą wszystkie młodniki i powstanie ‘wzorzec degradacji’ (…) Tak samo nie
wycinać lasu i niech zarasta jak chce, i to właśnie będzie dzika, naturalna przyroda, którą
obecnie można czasami częściej znaleźć poza obszarami zapowiedników niż w nich samych.”
[34].
Póki co zaś, jak uważa T. Birch: „Znajdujemy się w stanie wojny z każdym Innym. Jawi
się to jako bazowa doktryna zachodniej ideologii imperializmu. W ten sposób wszystko co
Inne, powinno być w praktyce uciskane, albo, jeśli zachodzi taka potrzeba – zniszczone” [1].
Jako przeciwieństwo istniejącej tendencji do kontroli i zarządzania dziką przyrodą T. Birch
proponuje wspieranie dzikiej przyrody i Innego: „Wspieranie Innego polega przede
wszystkim na zapewnieniu jego wolności, która daje możność zaistnienia absolutnej
spontaniczności i sprzyja pojawianiu się czegoś nowego” [1].
Współczesne ustawodawstwo przyrodnicze przecząc idei ochrony absolutnej, pozwala
przeprowadzać w zapowiednikach odnawianie naturalnych kompleksów. Przeciw takim
działaniom występuje kategorycznie amerykański ekofilozof E. Kac: „odnowiona,
odbudowana przyroda, to przyroda fałszywa, jest ona sztucznym wytworem człowieka a nie
efektem naturalnych procesów. Technologiczne ‘ulepszanie’, ‘korygowanie’ zniszczonej i
zdegradowanej przyrody – to iluzja i fałsz, zawsze nazywałem to ‘wielkim kłamstwem’. Jak
to zawsze bywa, jeśli idzie o technologię, produktem, rezultatem odnowionej przyrody jest
stworzony przez człowieka artefakt, a nie efekt końcowy historycznych, długotrwałych,
naturalnych procesów. Oczywiście artefakty też mogą mieć swoją pozytywną lub negatywną
wartość. Jednak wartość sztucznie odnowionej przyrody jest dość problematyczną, z tego
powodu, że jest ona podróbką, która próbuje uchodzić za oryginał” [14].
Jego zdaniem główny problem stanowi to, że „elementom i systemom wchodzącym w
skład dzikiej przyrody nie pozwala się być wolnymi, podążać ich własnym, niezależnym i
niezaplanowanym szlakiem rozwoju” [14].
Amerykańscy twórcy idei ochrony absolutnej są przekonani, że dzikiej, chronionej
przyrodzie powinno się pozostawić wolność, autonomię, samowolę, samo-zarządzanie, samotworzenie, możliwość pójścia własną drogą, rozwijania się wg własnych praw.
Władimir Borejko
Kijowskie Centrum Ekologiczno-Kulturalne
Tłumaczenie:
Krzysztof Wojciechowski

13.07.2014   Рубрики: Идем в Европу-строим заповедность, Новости